Statystyki nie kłamią, a parkingi przed europejskimi liceami i uczelniami wyglądają dziś zupełnie inaczej niż jeszcze dwie dekady temu. W Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii odsetek osób poniżej 20. roku życia posiadających uprawnienia do prowadzenia pojazdów systematycznie spada. Jeszcze w latach 90. „prawko” było absolutnym priorytetem, niemal rytuałem przejścia w dorosłość i synonimem upragnionej wolności. Dziś dla pokolenia Z, a powoli i dla wchodzącej w dorosłość generacji Alfa, własny samochód coraz częściej bywa postrzegany nie jako skrzydła, lecz jako finansowa kula u nogi.

Wielka Brytania dostarcza jednych z najbardziej klarownych danych: według Department for Transport, w 1994 roku około 48% osób w wieku 17-20 lat posiadało prawo jazdy. Obecnie ten wskaźnik oscyluje w okolicach 29-30%. To potężny zjazd, który nie wynika z nagłego zbiorowego lęku przed prędkością, ale z zimnej kalkulacji i głębokich zmian społecznych, które przetaczają się przez kontynent od Londynu po Berlin.

Dlaczego portfel mówi „nie” młodej generacji?

Nie da się ukryć, że głównym hamulcem są pieniądze. Koszt uzyskania prawa jazdy w wielu krajach Europy Zachodniej przekracza już bariery psychologiczne wielu rodzin. W Niemczech cena kursu wraz z egzaminami często dobija do 3000-4000 euro, co przy obecnej inflacji i kosztach życia staje się wydatkiem luksusowym. Młodzi ludzie wolą zainwestować te środki w edukację, podróże z plecakiem lub po prostu w nowoczesny sprzęt elektroniczny, który daje im więcej „okien na świat” niż cztery koła.

Do ceny kursu dochodzą zaporowe koszty ubezpieczenia. W Wielkiej Brytanii czy Irlandii polisa dla „freshmana” za kierownicą potrafi kosztować więcej niż sam używany samochód, który dany nastolatek kupił. Systemy ubezpieczeniowe premiują staż i bezszkodowość, brutalnie odcinając młodych od ekonomicznie uzasadnionego posiadania auta. To zjawisko sprawia, że prawo jazdy robi się „później”, gdy ma się już stabilniejszą sytuację zawodową i można liczyć na zniżki lub auto służbowe.

Warto też spojrzeć na rynek paliw i serwisu. Własny pojazd to w Europie nieustanny drenaż portfela przez wysokie akcyzy, opłaty za parkowanie w centrach miast oraz coraz częstsze strefy czystego transportu, które wymagają nowszych (czyt. droższych) modeli aut. Dla studenta mieszkającego w Monachium, Madrycie czy Warszawie, utrzymanie auta jest po prostu nielogiczne, gdy za ułamek tej kwoty ma bilet miesięczny na sprawną komunikację miejską.

Cyfrowy świat zamiast przejażdżki w nieznane

Socjologowie zwracają uwagę na jeszcze jeden fascynujący aspekt: zmianę sposobu budowania relacji. W latach 70. i 80. samochód był jedynym sposobem, by wyrwać się spod czujnego oka rodziców i spotkać z rówieśnikami. „Cruising”, czyli bezcelowe jeżdżenie po mieście, było formą socjalizacji. Dziś młodzi ludzie są połączeni non-stop przez komunikatory, media społecznościowe i gry online. Potrzeba fizycznego przemieszczania się, by „być z kimś”, uległa drastycznemu zmniejszeniu.

Świat stał się cyfrową wioską, w której spotkanie z przyjacielem z drugiego końca miasta odbywa się na Discordzie lub FaceTime. Jeśli już zachodzi konieczność realnego spotkania, w dużych metropoliach do gry wchodzą aplikacje typu Uber czy Bolt. Możliwość zamówienia przejazdu dwoma kliknięciami smartfona całkowicie eliminuje stres związany z szukaniem miejsca parkingowego czy odpowiedzialnością za prowadzenie pojazdu po imprezie. To wygoda, której starsze pokolenia nie znały, a która dla młodych jest naturalna jak oddychanie.

Ekologia i wstyd przed jazdą (Car Shaming)

Nie bez znaczenia jest też zmieniający się klimat – dosłownie i w przenośni. Świadomość ekologiczna młodych Europejczyków jest najwyższa w historii. Ruchy takie jak Fridays for Future sprawiły, że posiadanie starego diesla w pewnych kręgach towarzyskich staje się powodem do wstydu, a nie do dumy. Wybór roweru, hulajnogi elektrycznej lub pociągu jest deklaracją ideologiczną, walką o lepszą przyszłość planety.

W Skandynawii czy Holandii infrastruktura rowerowa jest tak doskonała, że samochód w obrębie miasta postrzegany jest jako zawalidroga. Młodzi ludzie dorastający w takim otoczeniu naturalnie nie widzą potrzeby wyrabiania dokumentu, który w ich codziennym życiu byłby niemal bezużyteczny. To systemowe wypieranie aut z miast promuje „późne” prawa jazdy, robione dopiero w momencie zakładania rodziny lub przeprowadzki na wieś.

Zjawisko to określa się czasem mianem „peak car”. Oznacza to moment, w którym popyt na indywidualne podróże samochodem osiąga maksimum i zaczyna opadać. Europa Zachodnia jest w tym procesie liderem. Co ciekawe, w Europie Wschodniej, w tym w Polsce, trend ten jest nieco opóźniony, ale już widoczny w największych aglomeracjach, gdzie młodzi wolą wynająć auto na minuty (car-sharing), niż martwić się o wymianę opon i ubezpieczenie OC.

Przyszłość mobilności: Subskrypcja zamiast własności

Wszystko wskazuje na to, że model „posiadania” umiera na rzecz „dostępu”. Młodzi ludzie przyzwyczajeni do Spotify i Netflixa tak samo traktują transport. Chcą mieć dostęp do przemieszczania się wtedy, kiedy tego potrzebują, bez konieczności serwisowania maszyny przez 365 dni w roku. Firmy motoryzacyjne już to dostrzegły, oferując coraz więcej programów subskrypcyjnych, gdzie jedna opłata pokrywa wszystko.

Czy to oznacza, że prawo jazdy zniknie? Absolutnie nie. Zmienia się jednak jego funkcja. Staje się ono specjalistyczną umiejętnością, po którą sięga się później – często około 25-30. roku życia, gdy zmienia się styl życia na bardziej „osiadły”. Dla współczesnego 18-latka w Berlinie czy Paryżu, prawo jazdy to opcja, a nie konieczność. I jest to zmiana, która trwale przemodeluje nasze miasta w nadchodzących dekadach.

FAQ

Dlaczego młodzi ludzie w Europie rzadziej robią prawo jazdy?

Głównymi przyczynami są wysokie koszty kursów i ubezpieczenia, świetnie rozwinięta komunikacja miejska oraz zmiana stylu życia na bardziej cyfrowy, co redukuje potrzebę fizycznego przemieszczania się w celach towarzyskich.

Czy koszt prawa jazdy w Niemczech jest wysoki?

Tak, obecnie uzyskanie uprawnień w Niemczech to koszt rzędu 3000-4000 euro. Składają się na to drogie godziny jazd, opłaty egzaminacyjne oraz obowiązkowe kursy pierwszej pomocy, co dla wielu młodych osób jest barierą.

Jak ekologia wpływa na popularność samochodów wśród młodych?

Młode pokolenia są bardziej świadome śladu węglowego. Wybór roweru lub transportu publicznego jest dla nich formą dbania o środowisko, a posiadanie auta spalinowego bywa postrzegane jako nieekologiczne i niepotrzebne.

Co to jest car-sharing i czy zastępuje on własne auto?

Car-sharing to wynajem auta na minuty lub godziny za pomocą aplikacji. Dla młodych mieszkańców miast jest to idealna alternatywa, która eliminuje koszty serwisu i ubezpieczenia, dając dostęp do auta tylko wtedy, gdy jest realnie potrzebne.

Zostaw komentarz