Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że świat oszalał na punkcie gładko zaczesanych włosów, złotej biżuterii i cery, która błyszczy niczym lukrowany pączek. Clean girl aesthetic, bo o niej mowa, zdominowała nasze tablice, zmuszając nas do uwierzenia, że każda z nas powinna budzić się o piątej rano, pić zielony sok i wyglądać nienagannie w beżowym dresie. Ale wiecie co? Ta bańka właśnie pękła. Na Instagramie i TikToku coraz częściej zamiast sterylnej bieli widzimy… życie. Prawdziwe, czasem niepoukładane i zdecydowanie bardziej kolorowe.

Moda, jak to moda, uwielbia skrajności. Po długim okresie panowania minimalizmu, który momentami stawał się niemal opresyjny, naturalną koleją rzeczy jest bunt. Clean girl była jak perfekcyjnie urządzony salon, w którym boisz się usiąść, żeby nie pognieść poduszek. Była piękna, ale na dłuższą metę męcząca. Ile można udawać, że nie mamy porów na twarzy, a nasze włosy nigdy się nie puszą? No właśnie, nadszedł czas, by odetchnąć pełną piersią i pozwolić sobie na odrobinę modowego szaleństwa.

Dlaczego „clean girl” zaczęła nas irytować?

Problem z estetyką czystej dziewczyny polegał na tym, że promowała ona nieosiągalny standard. To nie był tylko styl ubierania się, to był cały styl życia, który wymagał ogromnych nakładów czasu i pieniędzy. Aby wyglądać na taką, która „wcale się nie starała”, trzeba było spędzić dwie godziny w łazience, nakładając dziesięć warstw nawilżających kosmetyków i precyzyjnie upinając kok za pomocą tony żelu. To był paradoks: wkładaliśmy mnóstwo wysiłku w to, by wyglądać, jakbyśmy nic nie robili.

Dodatkowo, ten trend stał się zwyczajnie nudny. Przewijając media społecznościowe, można było odnieść wrażenie, że wszystkie influencerki wyglądają tak samo. Ta sama beżowa paleta barw, te same lniane koszule i te same minimalistyczne sandały. W pewnym momencie indywidualizm został złożony w ofierze na ołtarzu algorytmu. Ludzie zaczęli tęsknić za ekspresją, za błędem, za czymś, co nie jest wygenerowane przez katalog Ikei.

Era „Mob Wife” i powrót do maksymalizmu

Jako pierwsza rękawicę rzuciła estetyka Mob Wife (żony gangstera). To całkowite przeciwieństwo grzecznej dziewczynki w beżach. Tutaj rządzi futro (oczywiście sztuczne!), panterka, wielka biżuteria i jeszcze większe okulary przeciwsłoneczne. To styl dla kobiet, które nie boją się zajmować miejsca w przestrzeni. Jeśli clean girl szepcze, to mob wife krzyczy. I ten krzyk okazał się bardzo odświeżający dla zmęczonych minimalizmem internautów.

Nagle okazało się, że mocniejszy makijaż oka, czerwone usta i fryzura pełna objętości dają nam znacznie więcej frajdy niż kolejna warstwa bezbarwnego błyszczyka. Maksymalizm wraca do łask, bo pozwala nam opowiadać historie poprzez ubiór. Nie chodzi już o to, by pasować do tła, ale by się z niego wyróżniać. To powrót do zabawy modą, którą gdzieś po drodze zgubiliśmy, goniąc za perfekcyjnym zdjęciem na tle białej ściany.

Indie Sleaze, czyli kontrolowany bałagan

Kolejnym gwoździem do trumny estetyki „clean” jest powrót trendów z lat 2010., znanych jako Indie Sleaze. Pamiętacie rozmazany eyeliner, poszarpane rajstopy i flanelowe koszule? To estetyka, która celebruje zabawę, nocne życie i autentyczność. Tutaj nikt nie przejmuje się tym, czy włosy są idealnie wygładzone. Wręcz przeciwnie – im bardziej wyglądasz, jakbyś właśnie wróciła z koncertu, tym lepiej.

To podejście jest znacznie bliższe rzeczywistości większości z nas. Indie Sleaze mówi nam, że życie jest brudne, chaotyczne i głośne – i to jest okej. To wyzwolenie z rygoru bycia „czystą”. Możemy mieć sińce pod oczami, możemy nosić za duże swetry i nie musimy codziennie rano pić matchy, jeśli wolimy mocną, czarną kawę w starym kubku.

Psychologia zmiany – dlaczego chcemy być „brudni”?

Zmiana trendów na TikToku to nie tylko kwestia ubrań, to odzwierciedlenie naszych nastrojów społecznych. Po pandemii i okresie niepewności, clean girl dawała nam iluzję kontroli. Jeśli moje otoczenie i ja wyglądamy nienagannie, to znaczy, że panuję nad swoim życiem. Jednak z czasem ta kontrola stała się ciężarem. Dziś chcemy autentyczności, nawet jeśli wiąże się ona z bałaganem w pokoju czy niedoskonałościami cery.

Obecnie coraz większą popularność zdobywa ruch „low stakes aesthetic”. To moda, która nie wymaga od nas bycia kimś innym. To akceptacja tego, że nie każdy dzień jest dniem „wellness”. Ta zmiana jest niezwykle uwalniająca, zwłaszcza dla młodszych pokoleń, które dorastały pod ogromną presją bycia idealnymi w sieci. Odrzucenie clean girl to manifestacja wolności do bycia sobą, bez filtra i bez wyrzutów sumienia.

Co z ubrań „clean girl” warto zostawić w szafie?

Mimo że trend powoli odchodzi do lamusa, nie oznacza to, że musimy wyrzucać połowę garderoby. Kluczem do nowoczesnego stylu jest łączenie elementów. Klasyczny, beżowy trencz świetnie skontrastuje się z „brudnymi” jeansami i ciężkimi butami. Złote kolczyki koła, które były symbolem clean girl, doskonale pasują do drapieżnego looku w stylu mob wife. Moda to recykling pomysłów.

Warto zachować bazowe ubrania wysokiej jakości, bo one są ponadczasowe. To, co znika, to specyficzny sposób ich noszenia i cała otoczka „perfekcyjnego życia”. Możesz nadal lubić gładkie koki, ale teraz nosisz je, bo masz ochotę, a nie dlatego, że tak każe algorytm. Mieszanie estetyk to najlepszy sposób na znalezienie własnego, unikalnego głosu w świecie, który co chwila narzuca nam nowe ramy.

Przyszłość estetyki w mediach społecznościowych

Co nas czeka dalej? Prawdopodobnie jeszcze większa fragmentacja trendów. Dzięki algorytmom TikToka nie mamy już jednej, dominującej mody, ale dziesiątki mniejszych „mikro-trendów”. To dobra wiadomość! Oznacza to, że możemy czerpać z wielu źródeł jednocześnie. Możesz być clean girl w poniedziałek, kiedy potrzebujesz spokoju, i indie sleaze w piątek, kiedy idziesz na miasto.

Najważniejszą lekcją, jaką wyciągamy z upadku ery „clean”, jest to, że żaden trend nie jest wart utraty autentyczności. Media społecznościowe powoli nasycają się sztucznością, a my jako odbiorcy stajemy się coraz bardziej wyczuleni na fałsz. Chcemy widzieć ludzi, a nie manekiny. Dlatego następnym wielkim trendem będzie po prostu… bycie człowiekiem, ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami.

FAQ

Co zastąpi trend clean girl aesthetic?

Obecnie miejsce minimalizmu zajmują bardziej wyraziste trendy, takie jak Mob Wife (estetyka żony gangstera), Indie Sleaze oraz powrót do eklektycznego maksymalizmu, które stawiają na indywidualizm i odważne dodatki.

Czy styl clean girl całkowicie zniknie?

Prawdopodobnie nie zniknie całkowicie, ale ewoluuje. Jego fundamenty, jak dbałość o cerę czy klasyczne kroje, zostaną z nami jako baza, jednak zniknie presja na bycie nieskazitelnym w każdym aspekcie życia.

Dlaczego ludzie rezygnują z minimalizmu na Instagramie?

Użytkownicy są zmęczeni powtarzalnością i nierealnymi standardami perfekcji. Szukamy autentyczności, emocji i zabawy, których sterylny minimalizm często nie był w stanie nam zaoferować w codziennym życiu.

Jakie są główne cechy nowych trendów w 2024 roku?

Dominują mocne kolory, zwierzęce wzory, wyrazista biżuteria i fryzury z dużą objętością. Kluczowe jest pokazanie charakteru i odejście od beżowej monotonii na rzecz bardziej dynamicznych i odważnych stylizacji.

Czy muszę wymieniać całą garderobę, by być modną?

Absolutnie nie! Wystarczy dodać kilka charakterystycznych akcentów do ubrań, które już masz. Moda polega teraz na miksowaniu stylów, więc Twoje dotychczasowe ubrania mogą zyskać zupełnie nowe życie w innym zestawieniu.

Zostaw komentarz